Żyjemy w epoce powszechnego ekshibicjonizmu. Potwierdzają to dramatyczne opisy na facebooku, gg lub innych portalach relacjonujące najmniejsze zmiany w życiu ludzi (Mam nowego kotka... Idę do kina... Jestem zmęczony... Mnożyć można bez końca) lub niezliczona ilość blogów: patrz mój własny.
Można zadać sobie pytanie: dlaczego? Przypuszczam, że przyczyna tkwi w tym, że tak naprawdę w realnym świecie nikt nie chce słuchać. Żyjemy w samotnych klatkach swoich głów, desperacko poszukując ujścia, nawet w formie karykatury kontaktu, jaką jest życie w sieci.
Jak mi cholernie źle dziś. Jak topię się w bagnie mej beznadziei.
I oto mój opis dla całego świata chwili obecnej. Który tak naprawdę nikogo nie wzruszy, nic nie zmieni, nikogo nie zainteresuje. Ale nie ma nikogo, z kim mogłabym porozmawiać. Więc przynajmniej przestrzeń klatki mojej głowy odrobinę się powiększy...
Na osłodę mego marudzenia dodam zdjęcie mojego znajomego. Takie skłaniające do szukania wyjścia...
Mój dawny pokój pachnie tak... najpiękniej na świecie. I latem, gdy masz poczucie, że powietrze wypełniło kumkanie żab, spoój największy i to nieuchytne coś, co sparawia, że wąchasz, wąchasz i można się uśmiechać. I zimą, gdy grzejniki tak komponują się z ciepłem ścian, że pachnie przytulności ostoją, magiczną sferą dobrej samotności. Dziś mieszkam gdzie indziej, moje dawne miejsce zajmuje rodzeństwo, ale weszłam tam na moment... Otoczyły mnie znów te wszystkie niezliczone godziny mej młodości, młodości z książką, ze sobą, z nadzieją, że jeszcze wszystko można i wszystko dobre przede mną...
Jak mi bardzo trudno ostatnio. Jak mi bardzo trudno. Patrzę w lewo, zerkam w prawo i nie wiem gdzie iść. W sumie najchętniej zwróciłabym się w tył.
I
Uderzyła go. Odgłos jej dłoni na policzku odbił się echem w jego głowie. Ból przyszedł z opóźnieniem. Ale dźwięk uderzenia nie chciał ustąpić, rozbrzmiewał w nim ciągle na nowo. Andrzej patrzył na płaczącą na przed nim kobietę, nie umiejąc sobie przypomnieć, co ich kiedyś łączyło. W tle słyszał głośny płacz obudzonego dziecka. Odwrócił się i skierował w stronę drzwi. Usłyszał za sobą:
- My umieramy z głodu. Nie widzisz tego?
Jedyną odpowiedzią było trzaśnięcie drzwi.
Andrzej szedł po pogrążonym w mroku mieście. Graffiti na murach fosforyzowało. Szedł, sam nie wiedząc dokąd. Było mu zimno, bo nie zabrał z domu nawet bluzy.
Gdy prawie przewrócił się o nierówne płyty chodnikowe, zdał sobie sprawę z tego, gdzie się znajduje. Stara baza, w której bawił się jako chłopak. Zarośla, a za nimi tory. Przedarł się przez chaszcze i zobaczył niebo. Gwiazdy były tak dalekie i spokojne. Andrzej usiadł na szynach, zdjął obrączkę i spojrzał na nią. Czas mijał, jego kości zesztywniały w bezruchu. Ujrzał światło nadjeżdżającego pociągu. Zbliżało się, a Andrzej patrzył.
Nagle ocknął się na nasypie. Czuł podmuch przejeżdżającej przed nim maszyny i nie umiał sobie przypomnieć, kiedy wstał. Szum oddalał się, a on nadal się nie poruszał. Wreszcie dostrzegł mały złoty kształt przed sobą. Nachylił się i podniósł obrączkę.
Zdał sobie sprawę, że uciekł mu pociąg. Drugiego nie będzie. Należało więc zostać. I Andrzej skierował się w stronę domu.
II
Nie wiedząc kiedy znalazł się przed swoim domem. W dłoni nadal kurczowo ściskał złoty krążek. Wszedł po cichu i zobaczył swoją żonę. Spała na kanapie. W dłoni trzymała chusteczkę.
Podszedł, usiadł przy niej i długo głaskał ją po głowie. Zaczął nucić melodię, którą ona śpiewała radośnie podczas ich pierwszej randki. Znów poczuł spokój.
Nagle przed nim pojawiło się szybko zbliżające się światło. Andrzej usłyszał głośny pisk hamulców. I poczuł uderzenie.
Następnego dnia policjant przyniósł do domu Andrzeja małą karteczkę. Otwarł mu kilkuletni chłopczyk, po domu chodzili jacyś ludzie, domyślił się, że to rodzina. Policjant wszedł do małego pokoju i zobaczył siedzącą na kanapie kobietę. Wpatrywała się apatycznie w leżącą na stole obrączkę.
- To znaleźliśmy w kieszeni jego koszuli – powiedział i podał jej małą karteczkę. – To los. Nie zawracałbym nim pani głowy, ale… jest wygrany.

Myśli płyną… Bez hierarchii, bez porządku. Oto garść takowych:
1. Ptaki
W centrum miasta zauważyłam ptaszki. Mieszkały na drzewach, a obok ryczała ulica. A żyjątka te maleńkie śpiewały, mimo sąsiedztwa niemilknącej bestii cywilizacji.
2. Drzewa
Zakwitły. Mimo smrodu ulicy i gonitwy aut, zakwieciły się. Przez chwilę czułam ich zapach. Jeden z najpiękniejszych na ziemi.
3. Pasja
Geodeta na motorze. Usiadł w słońcu i rozmawiał ze mną jakbyśmy siedzieli przy kawie. Można. Można być kimś zwykłym i robić to, co się kocha. Można znaleźć balans. Pomiędzy dochodową pracą, a tym, co się lubi. Można, zdawać by się mogło.
4. Marzenia
Marzy mi się wyjazd za granicę. Porozmawiałam z panem od Erazmusa. I usłyszałam: „My tu nie spełniamy marzeń”. Nic z tego. Nic z tego.
5. Śmierć
Wisi klepsydra. 19 lat. Zatrzymanie krążenia. Po prostu. Karetka i zgon. Ten sam kierunek. Dwa lata młodsza. Chcę wierzyć, że to nie ta dziewczyna, z którą kilka miesięcy temu rozmawiałam przez kilka chwil.
Zastanawiałam się kiedyś, co zmieniłoby się na uczelni, gdybym nagle umarła. Dziś już wiem. To samo, co po jej odejściu. Nic.
6. Sny
Śnimy, śnimy w łóżkach, autobusach, na krzesłach twardych i miękkich. Śnimy o świecie plastelinowo bujnym. Śnimy a oczy magicznie zamknięte. A mi ciągle mało.
7. Literatura
Czytamy. Czytamy. Marzymy. Mój ulubiony wykładowca zacytował kogoś: „Literatura to dziedzina, w której teoretycznie mówimy o tym, co się nam przydarzy…”. Wiecznie powtarzane pytanie o sens… Troska o życie za krawędzią… Słowa o carpe diem, podczas gdy egzystujemy od dzwona do dzwona w dusznych zamknięci salach.
8. Zaufanie
Jak trudno zaufać. Uśmiech stał się przylepkiem, obowiązkiem twarzy o znaczeniu funkcjonalnej uprzejmości. Złamane zaufanie, a pod nim drobne i wielkie przykrości. I łzy.
9. Przemijanie
Biegnie. Biegnie życie. Powtarzam to od lat. Obdeszczone okno; kwiatek kwitnie w szarości godziny 9.14. Chcę zapomnieć o rzece czasu, w której stoję. Dotykam stopą kamienia na dnie. I łapię się jego stałości. By po chwili płynąć znów.
10. Pieniądze
Bez nich żyć się nie da. Powtórzę za Paulem: ” he knew now, more than ever, that money was everything” (Willa Silbert Cather: Paul’s Case: A Study in Temperament ).
11. Rozdarcie
Duch i ciało. Myślenie i działanie. Piękno i brzydota. Przyjaźń i niechęć.
12. Zamknięcie
W ciasnych przestrzeniach wąskich horyzontów.
mówimy, mówimy, mówimy
o bzdurach
piszemy, piszemy, piszemy
bezsensy
a serce milczy
Jak kreciątko maleńkie
wystawiam nosek
z głębokości nocy niedawnej
Z uwagą wącham świat